Z gabinetu fizjoterapeuty czyli historia wielkiej blizny na brzuchu.

Poniżej zamieszczam historię pacjentki (napisaną przez nią samą), która przeszła splenektomię (usunięcie śledziony). Jest to opowieść młodej dziewczyny, która w wyniku wielkiej blizny powstałej przez niedbałość chirurga, oraz tego, że nikt nie poinformował jej, że częstym powikłaniem po tym zabiegu są zrosty pomiędzy narządami, przemieszczenie lub częściowe unieruchomienie poszczególnych odcinków jelit, przez trzy lata cierpiała na bardzo duże bóle brzucha i bóle głowy, które uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie (rzuciła pracę i studia). Żaden ze specjalistów, u których konsultowała swoje dolegliwości nie obejrzał jej brzucha, nie zapytał jej o przebyte operacje, zabiegi, wcześniejsze choroby (!!!!!!).
W dostępnej literaturze możemy spotkać opinie, że dolegliwości powstałe w wyniku blizn pooperacyjnych, szczególnie dużych: „utrzymują się wiele lat – zawsze wymagają konsultacji lekarskiej, ale zwykle szanse na ich całkowite zlikwidowanie są małe.”

Powyższy przykład pokazuje, że blizny (nawet te małe) mogą być przyczyną bardzo dużego bólu i dyskomfortu i zawsze, ale to zawsze, powinny być konsultowane przez osteopatę/ fizjoterapeutę oraz rehabilitowane.

Rehabilitacja naszej pacjentki nie jest zakończona, pracujemy teraz nad właściwym drenażem limfy z okolicy głowy i szyi. Na szczęście pacjentka jest bardzo wytrwała, a my zaangażowani, co daje nadzieję pełen powrót do zdrowia 🙂

Zapraszam do lektury:

Historia wielkiej blizny na brzuchu i beznadziejnych lekarzy

Koniec sierpnia 2018

Bóle brzucha przypominające zatrucie, do tego wymioty, a po jednym/dwóch dniach brak możliwości przełknięcia czegokolwiek a nawet wypicia herbaty/wody.

Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale od początku byłam pewna, że będzie warto i to moja jedyna nadzieja na powrót do normalnego życia. Życia, które skończyło się 26 sierpnia 2018r. Wraz z pojawieniem się ogromnego bólu.

Po kilku dniach decyzja żeby jechać na pogotowie. Ledwo stałam na nogach czekając 4h na pierwsze wstępne badanie, po czym kolejne godziny na dalsze badania. Usg, pobranie krwi, kolejne usg i jeszcze jedno pobranie krwi i po kilku godzinach decyzja, że zostaje w szpitalu i będę mieć usuniętą śledzionę. Noc na SORze (bez kołdry i poduszki) z przerażającym ćpunem i policjantami grającymi na telefonach w Mario. Następnego ranka przewiezienie na oddział zakaźny choć nie miałam pojęcia czemu (chyba chcieli się pozbyć problemu) tam wciskanie we mnie jedzenia na siłę co skutkowało bólem nie do opisania. Przypięli mi mega głośną starą maszynę monitorującą prace serca choć z moim sercem było wszystko okej. Czyżby bali się ze umrę, no być może. Odmówiłam dalszego podłączenia do tego czegoś, po czym nagle rano decyzja o powrocie do normalnego szpitala. Wcześniej pólgodzinna próba wkłucia się (nawet w okolice palców u stóp) żeby założyć nowy wenflon, ale skoro nic nie piłam a kroplówek dostawałam za mało, to żył nie było. Kierowcy karetki młodsi ode mnie, modliłam się żeby nie spaść z noszy, do których byłam ledwo przypięta bo w każdej chwili mogło mi pęknąć to co miałam w brzuchu. Zostawili mnie na korytarzu z bagażami, w piżamie i tak czekałam marznąc przez dwie godziny. Trafiłam na oddział, operacja zaplanowana. Ubłagałam żeby wpisać w kartę, że nie można mi dawać jedzenia. Operacja zamiast w środę była w poniedziałek. Rzekomo zwolniło się miejsce ale myślę, że po prostu wiedzieli, że jest ze mną już tak źle. Po operacji chirurg (ten sam który dzień później śmiał się ze mnie, że nie mogę wstać z łóżka i leżę brudna od jodyny) przeprosił ale nie mnie lecz moich bliskich, że mnie tak mocno rozciął.

Leki musiałam wykupić za własne pieniądze i to te leki, które miałam brać w szpitalu…

Mówili, że to tasiemiec więc przez 10 dni brałam truciznę na tego pasożyta…którego nie było a ja trułam swój organizm najgorszą chemią. Dowiedziałam się, że dwa miesiące od operacji będę już biegać i skakać bez problemu ale tak jednak nie było.

Październik, listopad, grudzień 2018

Minął miesiąc, dwa i trzy od operacji a ja dalej nie mogłam jeść bez późniejszych bólów brzucha i mdłości. Zaczęły się wycieczki po lekarzach. Nikt ale to nikt nie brał pod uwagę tego, że chwilę temu przeszłam poważną i dużą operację w obrębie jamy brzusznej. Podejrzewali za to:

  • helicobacter pyroli
  • wrzody
  • zespół jelita drażliwego
  • zapalenie błony śluzowej żołądka
  • zapalenie trzustki
  • endometriozę
  • nowotwór złośliwy(okazał się zwykłym węzłem chłonnym po operacji)

mnóstwo badań, lek,ów, wydanych niepotrzebnie pieniędzy i kolejne 14h spędzone na pogotowiu po to żeby mnie wyśmiano, że nic mi nie jest i chyba nie mam co robić.

Ból jednak nie przechodził, ciężko było spać. Nie mogłam niczego podnieść ale z czasem pogodziłam się z tym i jakoś żyłam. Z ograniczeniami i sztywnym brzuchem, ale żyłam.

Lipiec 2021

Jakieś dwa tygodnie po moim długo oczekiwanym ślubie, kiedy chciałam cieszyć się nowym etapem życia, rozpoczął się największy ból- nasileniem porównywalny do tego przed szpitalem. Rozbolała mnie głowa, jakoś tak inaczej, ale pomyślałam, że to nic dziwnego. Przecież często miewałam migreny. Po tabletce nie przechodziło. W nocy czy rano bolało tak samo. Z dnia na dzień bolało coraz bardziej. Nie byłam w stanie ruszyć głową, kiwnąć, spojrzeć w górę czy w bok. Nie mówiąc o zaliczeniu końcowych egzaminów na trzecim roku studiów czy napisaniu pracy licencjackiej..

Bałam się, że mam guza mózgu albo krwiaka, bo niedawno mój tata miał usuwanego.

Neurolog przepisał mi Nimesil i stwierdził, że to napięciowy ból i lada dzień przejdzie. Tak się nie stało. Za to Nimesil brany dwa razy dziennie według zaleceń zaczął szkodzić mi na żołądek, jelita, wątrobę i trzustkę. Do tego doszły różne prześwietlenia i tomografie, które nic nie wykazały.

Wykończona bólem i bezsennością zaczęłam szukać pomocy. Trafiłam do jakiegoś masażysty, który stwierdził, że napięcia mam wszędzie i on jest w stanie mi pomóc. 100 zł za wizytę, chodziłam tam dwa miesiące a poprawa znikoma.

Przyszło całkowite załamanie nerwowe. Nie wiedziałam jak dalej żyć. Płakałam codziennie. Moje życie nie było życiem a wegetacją. Pewnego dnia przypadkiem trafiłam na stronę SURYA

Poczytałam i pomyślałam, że nie zaszkodzi spróbować. Po pierwszej wizycie nie mogłam przestać płakać ze szczęścia. Wreszcie ktoś nie zbagatelizował mojego stanu. Wreszcie usłyszałam, że ktoś NAPRAWDĘ może mi pomóc. Po trzech latach nareszcie usłyszałam, że z tą blizną faktycznie jest coś nie tak i to dużo nie tak. Po tak długim czasie ktoś w końcu powiedział, że nie wymyślam sobie tego z braku zajęć w życiu. Nawet nie musiałam nic mówić. Od razu widzieli, że jest źle.

Ból w czasie zabiegu większy niż się spodziewałam, ale z każdym tygodniem czuję się coraz lepiej. Po zabiegach dosłownie zdycham, ledwie się ruszam, mam zawroty głowy ale…z tygodnia na tydzień mam też coraz więcej energii i coraz więcej mi się chce! Ból też się zmienia i to na lepsze. Postęp jest większy z każdą wizytą.

Zmniejszyły się bóle głowy, brzucha, blizny. Wcześniej codziennie lub co drugi dzień brałam tabletkę przeciwbólową a i tak nie mogłam się schylić bo kończyło się to zawrotami głowy. Po pięciu miesiącach wizyt dwa razy w tygodniu- mam coraz więcej energii, tabletkę biorę sporadycznie, raz na tydzień/dwa, więcej mi się chce i dużo więcej mogę. Do tego zyskałam większą świadomość własnego ciała- wyczuwam kiedy mam napięte mięśnie i potrafię nad tym zapanować. Kontroluje swój oddech. Dowiedziałam się, że w organizmie wszystko jest ze sobą połączone i ból głowy może wynikać z blizny na brzuchu, o czym żaden lekarz mi nie wspomniał.

Operacja i jej skutki a tym samym beznadziejni polscy lekarze zabrali mi bardzo wiele. Studia, praca, spokój ducha i samoocena

Fizjoterapia w gabinecie SURYA przywróciła mi nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. To już więcej niż nadzieja- to fakt! Jest coraz lepiej, o niebo lepiej. Z tygodnia na tydzień dzieje się coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe i nieosiągalne. Wracam do życia!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Poprzedni wpis
Zespół POST – COVID czyli jak przyspieszyć powrót do zdrowia?
Następny wpis
Z gabinetu fizjoterapeuty czyli jak oddech łączy się z refluksem.

Inne artykuły